Taki prawniczy rebus …  Ciąg dalszy opowieści sprzed dwóch tygodni. Przyjmijmy założenie, że dziennikarka zwolniona przez sąd od zachowani...

Taki prawniczy rebus … Ciąg dalszy opowieści sprzed dwóch tygodni.
Przyjmijmy założenie, że dziennikarka zwolniona przez sąd od zachowania w tajemnicy danych jej informatora wie, że jest on także informatorem policyjnym. Dane informatora policyjnego stanowią zgodnie z ustawą informację niejawną o klauzuli „tajne” a w pewnych sytuacjach "ściśle tajne". 
Przyjmijmy dodatkowe założenie, że prokurator, który żąda od dziennikarki ujawnienia danych informatora, zaś wobec odmowy nakłada na nią kolejne kary pieniężne, także wie o tym. Nie zna tylko danych informatora. 
Przyjmijmy jeszcze jedno założenie. Dziennikarka i prokurator wiedzą, że Minister Spraw Wewnętrznych, jako jedyny uprawniony, odmówił prokuratorowi zgody na ujawnienie danych tej osoby.
Przyjmijmy wreszcie, że rację ma Sąd Najwyższy, który w uchwale z 26 marca 2009r. stwierdził, że przestępstwo ujawnienia informacji niejawnej ma charakter powszechny. Może być popełnione przez każdego a nie tylko tego, kto na szczególnej podstawie prawnej zobowiązany jest do zachowania poufności. 
Postanowienie sądu o zwolnieniu z tajemnicy dziennikarskiej chroni dziennikarkę przed odpowiedzialnością karną za ujawnienie informacji objętej tajemnicą zawodową. Czy chroni ją także przed odpowiedzialnością za ujawnienie informacji niejawnej? To przecież odmienne przestępstwa. Czy wyłączający bezprawność kontratyp działania w ramach obowiązku prawnego rozciąga się na sytuacje, których nie reguluje prawo kreujące ten obowiązek? 
Czy prokurator, któremu minister odmówił zgody na ujawnienie danych policyjnego informatora i który chce, aby dane te ujawniła dziennikarka, nie podżega, nie nakłania jej do dokonania przestępstwa ujawnienia informacji niejawnej? 
Tak tylko się zastanawiam 

Reportaż "Mała prosiła, żeby jej nie zabijać” ukazał się w styczniu w Polsat News. Opisywał dziennikarskie śledztwo dotyczące rozpowsz...

Reportaż "Mała prosiła, żeby jej nie zabijać” ukazał się w styczniu w Polsat News. Opisywał dziennikarskie śledztwo dotyczące rozpowszechniania pornografii dziecięcej i możliwości popełnienia przez jednego z „bohaterów” reportażu - Krzysztofa P., porwań, gwałtów i zabójstwa. Materiał do reportażu gromadziła przez kilka miesięcy dziennikarka Ewa Żarska. Dotarła do mężczyzny, który jako policyjny informator nawiązał kontakt z Krzysztofem P. i uzyskał wiele cennych informacji. Po emisji ruszyło wcześniej zawieszone śledztwo prokuratorskie. Krzysztof P. został zatrzymany w Rosji i oczekuje na ekstradycję do Polski.
Zaraz potem prokuratura zażądała od Ewy Żarskiej ujawnienia danych jej informatora. Kiedy dziennikarka odmówiła, wystąpiła do sądu o zwolnienie z obowiązku zachowania tajemnicy dziennikarskiej. Sąd uwzględnił wniosek i zgodził się na przesłuchanie. Ewa Żarska nie ujawniła danych informatora. Prokuratura dwukrotnie nałożyła na nią karę pieniężną za bezpodstawne uchylanie się od złożenia zeznania. Dziennikarka milczy. Niezależnie od kary pieniężnej, na wypadek uporczywego uchylania się od złożenia zeznania, prawo przewiduje możliwość aresztowania na czas nie przekraczający trzydziestu dni.
Z formalnego punktu widzenia wszystko odbyło się w zgodzie z prawem. Osoba zobowiązana do zachowania tajemnicy dziennikarskiej może być z niej zwolniona, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. Zakaz zwolnienia dziennikarza z tajemnicy dotyczącej danych osób udzielających informacji nie ma charakteru bezwzględnego. Nie działa, jeżeli informacja dotyczy między innymi zbrodni zabójstwa, niektórych postaci zgwałcenia, seksualnego wykorzystania osoby niepoczytalnej, bezradnej lub małoletniego. 
Rzecz jednak w tym, że prokuratura żąda od dziennikarki ujawnienia danych osoby, która była nie tylko jej informatorem, ale także informatorem policji, mówiąc językiem ustawy „osobą nie będąca policjantem, z pomocy której policja może korzystać przy wykonywaniu swych zadań”. Tu zaś sytuacja się komplikuje. Ujawnianie danych o osobie udzielającej policji pomocy w czynnościach operacyjno-rozpoznawczych jest zabronione. Dane mogące doprowadzić do identyfikacji takiej osoby chronione są bez względu na upływ czasu. Także ten zakaz nie ma jednak charakteru bezwzględnego i przy zachowaniu określonych prawem warunków możliwy jest do usunięcia. Minister Spraw Wewnętrznych może zezwolić policjantom na udzielenie wiadomości stanowiącej informację niejawną, w tym na ujawnienie danych takiej osoby. Nie jest zatem tak, że informacje interesujące prokuraturę nie mogą być ustalone na podstawie innego dowodu niż przesłuchanie dziennikarki.
Wiele wskazuje na to, że działania skierowane przeciwko Ewie Żarskiej są próbą obejścia przez Prokuraturę przepisów dotyczących policyjnych informatorów i właściwego w takiej sytuacji trybu postępowania. Europejski Trybunał Praw Człowieka, co najmniej od czasu wyroku w sprawie Goodwin przeciwko Wielkiej Brytanii z 1996r., ściśle wiąże dziennikarski przywilej ochrony źródeł informacji z gwarantującym swobodę wypowiedzi artykułem 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Żądanie ujawnienia dziennikarskiego źródła może być uzasadnione jedynie wystąpieniem nadrzędnego, przeważającego interesu publicznego. Czytelnie zdefiniowany standard ochrony dziennikarskich źródeł informacji powoduje, że żądanie ujawnienia tożsamości informatora często uznawane jest za niezgodne z Konwencją. Swoboda wypowiedzi jest jedną z podstaw demokratycznego społeczeństwa. Ochrona dziennikarskich źródeł informacji jest jednym z warunków wolności prasy. Bez takiej ochrony informatorzy nie będą pomagać w informowaniu opinii publicznej a rola mediów jako publicznego kontrolera ulegnie osłabieniu. Nie można uzasadniać interesem publicznym żądania ujawnienia tajemnicy zawodowej i karania za odmowę spełnienia takiego żądania, gdy istnieją faktyczne możliwości i prawne procedury pozwalające na osiągnięcie zamierzonego skutku bez ingerencji w prawo do otrzymywania i przekazywania informacji. 

Sędziowie i adwokaci są niezależni w wykonywaniu swych obowiązków i niezależni od siebie wzajemnie. W ten sposób powinni być też postrzegan...

Sędziowie i adwokaci są niezależni w wykonywaniu swych obowiązków i niezależni od siebie wzajemnie. W ten sposób powinni być też postrzegani. Niezależność gwarantuje prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Niezawisłość sędziów musi być gwarantowana na najwyższym możliwym poziomie prawnym. W ten sam sposób powinna być gwarantowana niezależność adwokatów. 
Bez uszczerbku dla niezawisłości, by skutecznie wymierzać sprawiedliwości, sędziowie powinni utrzymywać konstruktywne relacje z przedstawicielami zawodów, których zadania związane są z pracą sądów. Standard jakości orzecznictwa jest konsekwencją jakości relacji pomiędzy poszczególnymi uczestnikami systemu sądownictwa. Szczególne relacje pomiędzy sędziami i adwokatami wynikają z uregulowań procesowych, mających bezpośredni wpływ na jakość postępowań sądowych. Wymagają one wzajemnego zrozumienia pełnionych ról, wzajemnego poszanowania, dialogu i współpracy na rzecz uczciwego i sprawnego przebiegu postępowania.
Sędziowie i adwokaci podlegają wspólnemu zobowiązaniu do przestrzegania zasad proceduralnych oraz zasad sprawiedliwego procesu. Strony sporu oczekują, że tak one same jak i ich adwokaci, zostaną przez sąd wysłuchani. Oczekują od sędziów i adwokatów wspólnego przyczynienia się do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy, zgodnie z przepisami prawa i w rozsądnym terminie.
Uzgodnienia pomiędzy sądami i adwokaturą powinny prowadzić do wdrażania dobrych praktyk przybierających postać porozumień proceduralnych. Takie porozumienia powinny odpowiadać przepisom prawa procesowego i być ujawniane publicznie. Ważne jest planowanie rozpraw oraz prowadzenie kalendarzy procesowych, by w interesie stron podnosić efektywności współpracy. Sędziowie i adwokaci, w interesie stron, winni także współpracować w dążeniu do polubownego kończenia spraw.
Sędziowie i adwokaci mają własne zasady etyczne. Kilka z nich jest wspólnych zarówno dla sędziów jak i adwokatów - to przestrzeganie prawa, tajemnica zawodowa, uczciwość i godność, poszanowanie stron postępowania, kompetencja, uczciwość i wzajemny szacunek. Zasady etyczne powinny również dotyczyć relacji pomiędzy obydwoma profesjami. Sędziowie powinni zachowywać porządek i godność debaty, wykazywać się cierpliwością, godnością, poszanowaniem oraz uprzejmością w stosunku do adwokatów. Adwokat musi przestrzegać zasad etycznych obowiązujących przed sądem. Zachowując należny sądowi szacunek i uprzejmość, powinien bronić interesów klienta w sposób uczciwy i zdecydowany, nie zważając na własne interesy ani na konsekwencje wynikające dla niego lub jakiejkolwiek innej osoby. Nie wolno mu świadomie udzielić sądowi informacji nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd.
Zarówno sędziowie jak i adwokaci cieszą się wolnością wypowiedzi. Od sędziów wymaga się jednak zachowania poufności rozważań sądu oraz bezstronności, co oznacza, między innymi, że muszą oni powstrzymywać się od komentowania postępowań oraz pracy adwokatów. Swoboda wypowiedzi adwokatów również ma swe ograniczenia, mające na celu zachowanie autorytetu i bezstronności wymiaru sprawiedliwości. Szacunek dla praworządności wymaga powstrzymania się od nadmiernej krytyki sędziów oraz postępowań i orzeczeń sądowych. 
W niektórych krajach sędziowie rekrutowani są głównie spośród doświadczonych prawników. W innych, kariery sędziów i adwokatów przebiegają osobnymi ścieżkami. W tych drugich szczególnie ważne jest wypracowanie prawidłowych relacji pomiędzy obydwiema profesjami. Jednym z możliwych rozwiązań jest organizowanie wzajemnych stażów dla osób przygotowujących się do zawodu sędziego i adwokata, odpowiednio w kancelariach i sądach. 

Ten tekst nie jest manifestem jakiegokolwiek radykalnego ruchu na rzecz reformy wymiaru sprawiedliwości. Został wprawdzie przeredagowany i skrócony na użytek felietonu, oczyszczony z formalizmów i prawniczej nowomowy, oddaje jednak sens i treść oryginału. To przyjęta 15 listopada 2013r. na posiedzeniu plenarnym Rady Konsultacyjnej Sędziów Europejskich (CCJE) Opinia Nr 16 w sprawie relacji pomiędzy sędziami a adwokatami. CCJE utworzona została w roku 2000 przez Komitet Ministrów Rady Europy i jest jej organem doradczym w sprawie niezawisłości, bezstronności i kompetencji sędziów. Jej podstawowym zadaniem jest przygotowywanie opinii dla Komitetu Ministrów i innych organów Rady Europy. 
Opinie CCJE są przywoływane bądź wykorzystywane w toku prac nad krajowymi regulacjami prawnymi i w ramach bieżącego funkcjonowania krajowych wymiarów sprawiedliwości.
Czego Państwu i sobie życzę.

Trwają prace nad rządowym projektem ustawy zmieniającej przepisy o wykroczeniach. Jedna ze zmian przewiduje możliwość zatrzymania i przymus...

Trwają prace nad rządowym projektem ustawy zmieniającej przepisy o wykroczeniach. Jedna ze zmian przewiduje możliwość zatrzymania i przymusowego doprowadzenia, a także stosowania siły fizycznej lub środków technicznych służących obezwładnieniu w stosunku do osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, jeżeli osoba taka odmówi wezwaniu do poddania się pobraniu odcisków lub fotografowaniu. 
Na pierwszy rzut oka regulacja ma charakter niekontrowersyjny. Obowiązek poddania się pobraniu odcisków lub fotografowaniu przez osobę podejrzaną o popełnienie wykroczenia przewidywany jest w kodeksie od dnia jego uchwalenia. Brak było jedynie przepisu rangi ustawowej pozwalającego na przymusowe wykonanie tego obowiązku. Projekt nowelizacji uzasadniany jest w tej części treścią wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2013r., wskazującego na konieczność ustawowego uregulowania uprawnienia do używania środków przymusu. Wyrok ten spowodował już zmianę Kodeksu postępowania karnego, zaś w ocenie projektodawcy, jeżeli osoba podejrzewana o popełnienie wykroczenia może być poddana takim samym obowiązkom jak podejrzana o popełnienie przestępstwa, Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia należało uzupełnić o podobne rozwiązanie.
Skąd zatem niepokój? Wykroczenie to jednak nie przestępstwo. To czyn drobny. Granicę pomiędzy przestępstwem i wykroczeniem wytycza natężenie szkodliwości. W wypadku przestępstwa prawo wymaga jej w stopniu wyższym niż znikomy. Wykroczenie to czyn społecznie szkodliwy w stopniu znikomym. Także gdy chodzi o społeczną szkodliwość, wykroczenie wykroczeniu nierówne. Pamiętajmy też, że zdecydowana, przytłaczająca większość wykroczeń ulega ujawnieniu, zaś ich sprawcy wykryciu, bez konieczności sięgania po szczególnie wyrafinowane metody śledcze. Najczęściej bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Wydaje się zatem, że uzasadnione celami dowodowymi pobieranie odcisków oraz fotografowanie osób podejrzewanych o popełnienie wykroczenia, relatywnie rzadko stanowić będzie czynność sensowną, racjonalnie uzasadnioną i procesowo zasadną. Za każdym razem natomiast budzić będzie wątpliwości co do proporcjonalności stygmatyzującej obywatela ingerencji w jego wolność i nietykalność osobistą w relacji do celu, jaki hipotetycznie ma zostać osiągnięty. 
Tyle tylko, że ocena zgodności z prawem przymusu państwowego nie obejmuje jego sensu i zasadności. Wystarczy, że procedura przewiduje uprawnienie funkcjonariusza publicznego do dokonania czynności, że realizuje ją osoba uprawniona w sytuacji określonej przez obowiązujące przepisy. Czynność służbowa traci przymiot "prawnej" dopiero wtedy, gdy wykracza poza kompetencje przypisane funkcjonariuszowi publicznemu albo zostaje podjęta z naruszeniem przewidzianego przez prawo sposobu postępowania. Kwestia jej merytorycznej słuszności nie ma znaczenia. 
Wybór, który nowelizacja stawia przed obywatelem jest prosty. Albo przyjęcie grzywny nałożonej mandatem proponowanym przez funkcjonariusza i zakończenie sprawy w taki właśnie sposób albo odmowa jego przyjęcia. W tym drugim wypadku - prawo do rozpoznania sprawy przez sąd, ale i stygmatyzujący obowiązek poddania się pobraniu odcisków i fotografowaniu, zaś w wypadku odmowy możliwość zatrzymania, przymusowego doprowadzenia, stosowania siły fizycznej lub środków technicznych służących obezwładnieniu. W równej mierze wybór ten dotyczyć będzie uczestników antyrządowych demonstracji i naruszających przepisy Prawa o ruchu drogowym kierowców lub pieszych jak i złodziei mienia o niewielkiej wartości. Imponująca równość wobec prawa. To, że w dziewięciu na dziesięć przypadków nie będzie wątpliwości co do tożsamości sprawcy czynu, a tym samym czynności te nie będą miały procesowego sensu, nie ma żadnego znaczenia. Także dla stosowania, w wypadku odmowy, środków przymusu. 
Przewidywany efekt nowelizacji to więcej grzywien wymierzonych w drodze mandatu karnego i mniej postępowań sądowych w sprawach o wykroczenia. Lojalnie zauważyć trzeba, że rząd nie ukrywa swoich intencji w tej sprawie. W bazach Rządowego Centrum Legislacji projekt nosi numer UD207. W jego uzasadnieniu wciąż jeszcze przeczytać można: „Celem nowelizacji jest usprawnienie postępowania m.in poprzez wyeksponowanie roli postępowania mandatowego jako trybu najczęściej stosowanego w postępowaniu w sprawach o wykroczenia, co ma posłużyć ograniczeniu liczby spraw wpływających do sądów (…). Występujące  w  ostatnich  latach  zjawisko  znacznego  wzrostu  liczby  wniosków  o ukaranie  wpływających  do  sądów rejonowych (…) jest wysoce niepokojące, ponieważ oprócz symptomu spadku skuteczności trybu mandatowego, pociąga za sobą konieczność angażowania sądów w sprawy, które w istocie powinny pozostawać załatwiane na wcześniejszym etapie postępowania”. 
Ograniczenie liczby spraw rozpoznawanych przez sądy jest konieczne dla zapewnienia ich sprawnego działania. Nie znaczy to jednak, że każda metoda mająca prowadzić do akceptowanego skutku zasługuje na akceptację. Ta nie.

Sąd Okręgowy w Kielcach uznał kilka dni temu, że organizatorka "czarnego protestu" z października 2016r. dopuściła do znieważenia...

Sąd Okręgowy w Kielcach uznał kilka dni temu, że organizatorka "czarnego protestu" z października 2016r. dopuściła do znieważenia Znaku Polski Walczącej. Część z manifestujących osób eksponowało naklejki "Polki Walczącej” przypominające prawnie chroniony znak okupacyjnej kotwicy, w którym jednak litera P dumnie powiewa warkoczem zaś litera W, poprzez wkomponowanie w nią dwóch kropek, symbolizuje kobiece piersi. Sąd rozpatrywał apelację obrońcy od wcześniejszego wyroku Sądu Rejonowego. Wymierzoną za wykroczenie karę grzywny złagodził, ale skazanie dla organizatorki demonstracji, która „umyślnie nie podjęła środków niezbędnych dla zapewnienia zgodnego z przepisami prawa przebiegu zgromadzenia” utrzymał, co było równoznaczne z przyjęciem, że doszło do znieważenia symbolu przez uczestników manifestacji.
Wcześniej, w lutym Sąd Rejonowy w Szczecinie uniewinnił od zarzutu znieważenia Znaku Polski Walczącej kobietę, która w trakcie tej samej ubiegłorocznej fali protestów demonstrowała z podobnym do kieleckich naklejek transparentem. Na początku października warszawski Sąd Rejonowy uniewinnił od takiego samego zarzutu trzy osoby, które w czerwcu 2016r. demonstrowały używając transparentu ze Znakiem Polski Walczącej z namalowanymi na końcach kotwicy symbolami płci.
Z jakiego powodu zapadają te orzeczenia? W czerwcu 2014r. uchwalona została ustawa o ochronie Znaku Polski Walczącej. Ustawa stwierdza, że znak ten stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej spuściźnie historycznej zaś otaczanie go czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela. Przewiduje też odpowiedzialność o charakterze represyjnym. Wykroczeniem zagrożonym karą grzywny jest znieważenie Znaku Polski Walczącej.
Przepisy posługujące się słowem "znieważa", nie zawierają jego bliższej charakterystyki. Jego rozumienie winno odpowiadać treści, jaką nadaje język potoczny. Pojęcie "znieważa" należy do kategorii terminów ocennych. Jego treść i znaczenie nie ma jednego, raz na zawsze ustalonego zakresu. Przyjmuje się, że definiowanie znieważenia powinno być dokonywane w oparciu o kryteria obiektywne. Z drugiej strony jednak, w wielu wypadkach niemożliwe lub utrudnione jest dokonanie jego oceny w kategoriach logicznych prawdy lub fałszu. Najczęściej ma charakter niezracjonalizowany. Znieważenie to zachowanie, które według zdeterminowanych kulturowo i powszechnie przyjętych ocen społecznych, ma obelżywy, obraźliwy charakter. To zachowanie polegające na okazywaniu pogardy, uwłaczaniu lub czynieniu pośmiewiska. 
Brak okazywania czci i szacunku dla chronionego prawnie symbolu nie jest równoznaczny ze znieważeniem. Znieważenie musi być bowiem działaniem intencjonalnym, celowym. W zamierzeniu sprawcy ma dyskredytować związane z symbolem wartości. 
Odpowiedzialność prawna za znieważenie musi być także interpretowana w kontekście gwarantowanego przez Konstytucję i Europejską Konwencję Praw Człowieka prawa do wolności wypowiedzi. Wolność ta dotyczy nie tylko informacji i poglądów uważanych za nierażące albo obojętne, lecz także tych szokujących lub wprowadzających niepokój. Prawo do wolności wyrażania opinii dopuszcza odwoływanie się w debacie publicznej do przesady, a nawet prowokacji. Nie chodzi o to, czy i komu podoba się lub nie podoba „Polka Walcząca” i hasła społeczne, które utożsamia w debacie publicznej. Nie musi się podobać. Może wywoływać dezaprobatę, sprzeciw i niechęć. Nie znaczy to jednak, że znieważa i wymaga represji. 
Pod ochroną prawa pozostają te wypowiedzi symboliczne, których uświadomionym celem jest ekspresja konkretnych, zrozumiałych dla odbiorców idei i emocji o charakterze społecznym. Choć konieczne jest analizowanie za każdym razem, czy w konkretnych okolicznościach czasu i miejsca, określona aktywność jednostki podlega ochronie, to jednak co do zasady nieinstrumentalne wartościowanie wypowiedzi symbolicznej przez autora przekazu pozbawia ją najczęściej cech znieważenia. 
Kryteria oceny wypowiedzi symbolicznych mają z założenia charakter subiektywny. Umożliwiają daleko posuniętą dyskrecjonalność w orzekaniu, a tym samym brak oczekiwanego poziomu bezpieczeństwa prawnego. Innym, być może lepszym, sposobem wyznaczania zakresu ochrony prawnej wypowiedzi symbolicznej jest odwołanie się nie tyle do cech wypowiedzi, co do celu stanowienia prawa. Wypowiedź symboliczna jest przecież znaczeniowym odpowiednikiem wypowiedzi werbalnej. Zakazująca określonego rodzaju ekspresji regulacja prawna, w wypadku oceny konkretnej wypowiedzi symbolicznej pozwalać winna na pociągnięcie do odpowiedzialności tylko wtedy, gdy możliwe to będzie w wypadku tożsamej treściowo wypowiedzi werbalnej. Wypowiedź symboliczna powinna być traktowana w kontekście represyjnym tak, jak odpowiadające jej słowa. 
„Czarny protest” zgromadził tysiące kobiet o różnych poglądach, zawodach, pozycjach społecznych i charakterach. Jednym z najważniejszych symboli protestu była właśnie "Polka Walcząca", czyli piersi i warkocz wrysowane w Znak Polski Walczącej tak, by całość symbolizowała kobietę. Jego użycie nie było złośliwe ani agresywne, nie miało obelżywego czy obraźliwego celu wobec wartości, które znak utożsamia. Nie był on eksponowany dla pośmiewiska czy okazania pogardy. „Polka Walcząca” jako nawiązanie do symbolu oporu, używana była przez uczestniczki protestu w dobrej wierze, w przekonaniu o wadze i słuszności sprawy, wokół której się zgromadziły. Z taką formą ekspresji można się zgadzać lub nie, nikt nie ma jednak monopolu na posługiwanie się symbolami ważnymi dla świadomości historycznej narodu. Prawo karne nie jest efektywnym instrumentem wpływania na kształt współczesnego patriotyzmu. 

Kobieta, która  „w dniu 10 lipca 2017 roku około godziny 19.20 w Warszawie na Pl. Zamkowym znajdując się za barierką oddzielającą trasę prz...

Kobieta, która „w dniu 10 lipca 2017 roku około godziny 19.20 w Warszawie na Pl. Zamkowym znajdując się za barierką oddzielającą trasę przemarszu uczestników zgromadzenia cyklicznego upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej, machając w ich kierunku trzymana w ręku białą różą, a następnie siedząc na deptaku usiłowała przeszkodzić w przebiegu wyżej wymienionego zgromadzenia”, nie trafi do sądu. Po upublicznieniu na Twitterze protokołu jej przesłuchania, oficer prasowy policji szybko poinformował, że „Zgodnie z procedurą rozpoczęto czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie mające na celu wyjaśnić okoliczności całego incydentu. Po zebraniu całości materiału dowodowego w tej sprawie, stwierdzono jednak, że zachowanie kobiety nie nosi znamion wykroczenia, dlatego też odstąpiono od skierowania wobec niej wniosku o ukaranie do sądu”. 
Nieznany jest los mężczyzn uwiecznionych w urzędowej notatce policyjnej KRP PRW-4845/17. „Około godziny 20.40 na wysokości adresu ul. Krakowskie Przedmieście 25, zauważyłem n/n mężczyzn, którzy podczas legalnie zorganizowanego przemarszu stojąc wzdłuż wypłotowanego ogrodzenia zakłócali krzykiem skandując hasła: „Lech Wałęsa” legalnie zorganizowane zgromadzenie popełniając tym samym wykroczenie z art. 52 § 2 pkt. 1 k.w. Przed podjęciem czynności interwencji zostały wydane komunikaty słowne oraz przy pomocy rozgłośni przez policjantów odnośnie zachowania się zgodnego z prawem. Mężczyźni pomimo komunikatów nie zastosowali się do poleceń”.
Zabezpieczenie zgromadzeń z 10 lipca kosztowało niemal siedemset sześćdziesiąt tysięcy złotych. Wzięło w nim udział dwa tysiące czterystu osiemdziesięciu dwóch funkcjonariuszy. „Major” Waldemar Frydrych, w Manifeście Surrealizmu Socjalistycznego z 1981 roku, dostrzegł w swej przenikliwości, że już pojedynczy milicjant na ulicy to dzieło sztuki.